|
|
 SONIA
(14 luty 2005) 31.01.05 trafiła wraz ze swoją córeczką Przylepką do schroniska. Sonia ma ok. 5 lat, jest niewielka i szczuplutka. Jest kochana, lekko nieśmiała, siedzi raczej w budzie, co jakiś czas zerkając co to się w schronisku dzieje.
Widać, że jest zżyta z córeczką - ideałem byłoby, gdyby trafiły do jednego domu :)
Pomimo króciutkiej sierści - całe życie spędziły w budzie, więc jeśli ktoś ma tylko takie warunki do zaoferowania ale dla obu - to i tak super!
(4 kwiecień 2005)
Sonia i Przylepka naprawdę się kochają, ciągnie je do siebie bardzo. Niby biegają niezależnie - ale co chwilę znajdowały się jedna obok drugiej. :) Poniżej więc ich wspólne zdjęcie.
(18 kwiecień 2005)
Szkoda, że nie mogliście zobaczyć jej i jej córeczki szczęśliwego spojrzenia, wijących się radosnych ciałek - gdy nasz pracownik zaczął się z nimi bawić :D Jeśli znajdzie się ktoś, kto je pokocha - obie z całą pewnością się odwdzięczą. A widząc, jak ciągle leżą w jednej budzie, jak stale wypatrują za sobą - nie mam złudzeń, że bez siebie będą szczęśliwe...
(19 czerwiec 2005)
Nasza mała i przesłodka rodzinka - Sonia i Przylepka - wciąż czeka. Ponieważ są dość często przeganiane przez inne "potworki", ich ulubionym miejscem stała się kuchnia. Obie to psie "kozice" - uwielbiają wszelkie wspinaczki wysokogórskie ;) Przyłapałam je ostatnio w cokolwiek dziwnych miejscach... Przylepka wymościła sobie stojący w rogu worek, a jej mama Sońka - wypoczywała w szafie na półce z ubraniami (i to wcale nie najniższej) :o Uwieczniłam to na zdjęciach :)
Oczywiście w kuchni jest duszno i gorąco - co obie uwielbiają... Ich przyjacielem jest ciepły piec - nie nadają się do mieszkania na dworze
No i ciągle są nierozłączne...
(3 lipiec 2005)
Tydzień temu nasza rodzinka została poddana zabiegowi sterylizacji. Niestety obie dokonywały cudów, żeby ranki źle się goiły... a p. Krysia i Ewa z kolei starały się zapobiec tym "cudom". Psiaki po zabiegach, nawet te najbardziej kłopotliwe, nie chodzą jednak po meblach jak koty - a nasze uszaki niestety tak... Obie zrywały przez to szwy i były parokrotnie szyte... :/
Przylepka tak skutecznie dokonała ucieczki z zabezpieczonego, specjalnie wymyślonego dla nich miejsca, że rozerwała bardzo brzydko ranę :( Szybka operacja i walka o jej życie nie pomogła. Odeszła w nocy 1 lipca... :'(((
Sonia, na razie jeszcze obolała i nadal próbująca sobie pozrywać szwy, chyba już dostrzega brak swojej Przylepki :(
Jest teraz sama - może łatwiej będzie dla niej znaleźć domek? Poza swymi zdolnościami wspinaczkowymi - wg mnie jest psim ideałam... Brak jakiejkolwiek agresji, łagodna i poddająca się każdej woli człowieka... Ponieważ psy w schronisku ją "ustawiały" - stara się zawsze gdzieś schować, zagrożona pokazuje ząbki... Nie wydaje mi sie jednak, żeby przy odpowiednim traktowaniu nie przyzwyczaiła się do innego psiaka w nowym domu... Jedyne wymaganie co do nowego domu (poza odpowiedzialnymi i kochającymi opiekunami rzecz jasna) - Sonia jest psem kanapowym, podwórko w jej przypadku to tylko miejsce do pobiegania...
Jest przekochana i jednocześnie szalenie smutna... Bardzo długo ją głaskałam, zaglądałam jej w różne miejsca - i mimo silnego stresu jaki teraz przeżywa, mogłam z nią zrobić wszystko, manipulować przy najbardziej czułych miejscach - a ona jeszcze potrafiła pomachać ogonkiem...
(29 październik 2005)
Nasze cudo nadal czeka na odmianę losu...
Uwielbiam, kiedy Sońka do mnie przychodzi... A to nie takie proste ;) Musi minąć trochę czasu, by schroniskowe szczekacze uspokoiły się i przyzwyczaiły do mojej obecności - przestały mnie zaczepiać, zachęcać do zabawy, przytulać się na siłę, dawać buziaki, wpychać na kolana :)
Gdy już wszystkie ogony zajmą się własnymi sprawami, nagle obok mnie pojawia się Sońka - uśmiechnięta i... cała moja :D Gotowa do głaskania, przytulenia, pogadania; jednocześnie przy tym jak zwykle subtelna i delikatna...
Hmm... czy ona ma wady?... Ktoś może wie? ;)
No chyba, że wadą nazwiemy jej zdolności wspinaczkowe ;)
(30 styczeń 2006)
Madzia::
"Sonia jest w pewnym stopniu podobna do Kurki - bo również nigdzie jej nie widać :) Potrafi cichutko przesiedzieć cały dzień w jednym miejscu.
Mimo, że minęło już sporo czasu od śmierci ukochanej Przylepki, Sonia dalej czuje się strasznie samotna. Wiem, że jest bardzo nieszczęśliwa. Chyba każdy z nas nie wytrzymałby takiej samotności. Gdyby tylko ktoś spróbował się z nią zaprzyjaźnić... Jak tylko zaczynam ją głaskać, Sonieczka sama domaga się zabawy. Porafi okazać tyle miłości..."
(16 marzec 2006)
Sonia ma przepiękne czerwone szeleczki ;) Nie dość, że wzbudza dzięki nim powszechne zainteresowanie, to najwyraźniej jej samej niesamowicie się to podoba :)
Madzia:
"Sonia w swojej nowej "obróżce" wygląda rzeczywiście poważnie. Opasa ją dookoła plecków aż nad "klatą", a czerwień paska skórzanego ślicznie wygląda z jej żółtym umaszczeniem. Sonia jak to ona - indywidualistka, siedzi sama, ale do czasu... aż jej nie zacznę głaskać. Wtedy nie mam mowy o skończeniu... Najchętniej wzięłabym ją do siebie: miałaby mojej uwagi w nadmiarze...
Ale może ktoś inny zaoferuje to samo?"
Niedawno dowiedziałam się co trzeba zrobić by Sonieczka wyglądała jak najrozkoszniejsze cudo na świecie ;)
Wystarczy panience... dmuchnąć w nosek :o Delikatnie oczywiście - ale już malutki powiew takiego "dmuchanego wiaterku" powoduje, że mała zaczyna genialne przedstawienie: zakrywa łapką nosek, najpierw jedną, potem już obiema, kręci główką, chowa ją jak może najgłębiej :) A nasłodsze w tym wszystkim jest to, że raczej specjalnie jej to nie przeszkadza i chyba nawet lubi te specyficzne pieszczoty ;)
Przynajmniej ma choć przez chwilę człowieka tylko dla siebie...
(25 marzec 2007)
W styczniu minęły dwa lata pobytu Sońki w naszym schronisku.
Nie wiem czy pamięta, że kiedyś było inaczej, że miała własny dom... Nie wiem też czy oczekuje od losu jakiejś zmiany.
Wiem za to, że oddałabym wszystko by móc zobaczyć naszą "kozicę" we własnym domu, na własnej kanapie, w objęciach zakochanego w niej po uszy człowieka... :(
Gdy weszłam do schroniska Sonia stała na dachu jednej z bud. Podeszłam do niej, zapytałam co słychać - a psina zaczęła mi całą sobą opowiadać :) Chwilowo posmutniała, gdy zobaczyła jak reszta schroniskowego towarzystwa domaga się mojej uwagi - ale to była jej chwila, przytuliłam więc piękny pycholek i znowu sonieczkowy ogonek urywał się od wymachiwań, a łapki z radości nie mogły przestać dreptać ;)
Później do niej zagadywałam jeszcze przerywając na chwilę swą pracę - a Sonia odpowiadała za każdym razem: a to poszczekując, a to prężąc się ze szczęścia :)
Tak niewiele jej trzeba do szczęścia - po prostu ludzkiego zainteresowania, czasu, pieszczot i uczucia... Gdy tego nie ma - chowa się na jakiejś półce w naszej kuchni, ukrywając swą obecność, by przypadkiem nikt jej stamtąd nie wyprosił, by mieć choć namiastkę domu, z własnym kącikiem :(
(10 marzec 2008)
Kolejny wspólny rok, już trzeci, za nami... Jednak mimo całego uwielbienia jakim darzę naszą Sońkę - marzy mi się, by zyskała wreszcie własny dom, swojego człowieka... Marzę o tym, by móc sobie potęsknić do tego cuda na czterech łapkach, ale w ten jedyny sposób - po wyadoptowaniu jej do wspaniałych, kochających i odpowiedzialnych ludzi...
(4 styczeń 2009)
No i mamy kolejną rocznicę, już czwartą...
Dziś, podczas naszej pracy, p. Krysia zawołała: "Och, Sońka, jak Ty ślicznie leżysz... :)
Bo Sonia wciąż uwielbia z różnych meblowych wyżyn spokojnie spoglądać na ogólny zamęt dookoła siebie ;)
Doskonale zna zwyczaje schroniskowe i gdy zbliża się czas końca ludzkiego dnia pracy siedzi grzecznie na którymś z posłanek w biurze - kiedyś tego nie dopilnowała i musiała spędzić całą noc w "zwykłej" budzie na placu schroniska! Jako dama nie może więc pozwolić sobie na takie niedopuszczalne sytuacje ;) Zwłaszcza gdy pogoda nie dopisuje - pewne jest, że Sonieczka udaje, że jej nie ma (na wypadek gdyby komuś przyszło do głowy ją wygonić :>) gdzieś w biurze.
Skoro dziś Sońka tak pięknie pozowała również ja chwilę pozachwycałam się pannicą, wytuliłam, wycmokałam piękny nosek :) I wróciłam do pracy. Jednak gdy Sonia usłyszała podobne słowa zachwytu skierowane do innego psa stwierdziła, że to jakaś pomyłka zapewne i już na ziemi podrzucała mój łokieć noskiem, wkręcając się w objęcia, wymachując radośnie ogonkiem i rozpływając się z rozkoszy gdy tylko znów stała się dla mnie "pępkiem świata" :D
Jako kobieta z doświadczeniem życiowym wie doskonale, że nie ma co przesadzać i gdy już naprawdę musiałam wrócić do pracy podkradła kostkę Kikuni i wróciła na swoje miejsce... Nie szkodzi, że zajęte przez podobnie uzdolnioną wspinaczkowo Lunkę ;) Obie zgodnie ułożyły się obok siebie :D
Zdjęcia: (kliknij na miniaturkę, aby powiększyć)
 luty 2005
|
 luty 2005
|
 luty 2005
|
 luty 2005
|
 luty 2005
|
 kwiecień 2005
|
 kwiecień 2005
|
 kwiecień 2005
|
 maj 2005
|
 maj 2005
|
 czerwiec 2005
|
 lipiec 2005
|
 lipiec 2005
|
 lipiec 2005
|
 lipiec 2005
|
 lipiec 2005
|
 lipiec 2005
|
 wrzesień 2005
|
 wrzesień 2005
|
 październik 2005
|
 listopad 2005
|
 listopad 2005
|
 grudzień 2005
|
 luty 2006
|
 luty 2006
|
 luty 2006
|
 luty 2006
|
 luty 2006
|
 czerwiec 2006
|
 listopad 2006
|
 listopad 2006
|
 listopad 2006
|
 styczeń 2007
|
 styczeń 2007
|
 marzec 2007
|
 marzec 2007
|
 marzec 2007
|
 czerwiec 2007
|
 wrzesień 2007
|
 wrzesień 2007
|
 wrzesień 2007
|
 luty 2008
|
 luty 2008
|
 luty 2008
|
 maj 2008
|
 lipiec 2008
|
 lipiec 2008
|
 lipiec 2008
|
 lipiec 2008
|
 lipiec 2008
|
 listopad 2008
|
 listopad 2008
|
 styczeń 2009
|
 styczeń 2009
|
 styczeń 2009
|
 styczeń 2009
|
 styczeń 2009
|
 styczeń 2009
|
|